Rozdział 1
Minął już rok odkąd Lissa przemieniła Dymitra w dhampira...
Rok odkąd ponownie dał nam szansę.
Nazywam się Rosemarie Hathaway. Kocham Dymitra całą sobą.
Co za ironia losu. Moja przyjaciółka jest królową i całe najgorsze zło ściga ją non stop, ale ja zwykła Hathaway jestem jej strażniczką. Tak, dobrze myślicie..
Życie zwyczajnie ma aż za dobre poczucie chumoru w stosunku do mojego życia...
Biegłam właśnie przez las z słuchawkami w uszach. Kompletnie się zamyśliłam. Zwykle przed śniadaniem lubię sobie zrobić trening.. Nie chcę wyjść z wprawy. Nie chce być gorsza od Dymitra, który nadal swobodnie czasami rozkłada mnie na macie. Nie mogę go zawieść.
Nagle poczułam jak ktoś na mnie wpada. Akurat biegłam obok małego jeziorka. Dokładniej mówiąc byłam na mostku, który biegł pezez środek tego strasznie pięknego zbiornika wodnego. Ten ktoś, albo ja.. Sama nie wiem kto na kogo wpadł...
Nagle zachwiałam się na nogach. Jeszcze ten ktoś poleciał na mnie mocniej, chyba też stracił równowagę. Poczułam wiatr we włosach.
No nie!
Wyleciałam przez baryjerkę... Machałam rękami jak opentana i krzyczałam ile miałam sił w płucach. W końcu pochłonęła mnie woda. Tam było jak w innym świecie. Nie słyszałam nic. Taka kompletna pustka. Znowu zaczęłam się rozpaczliwie ratować. Udało mi sę na chwilę wypłynąć na powierzchnię. Znowu krzyknęłam...
Woda ponownie wciągnęła mnie w swoje sidła. Nalała mi się do ust. Traciłam powoli oddech. Coraz gorzej mi było oddychać. Krztusiłam się... Zaraz się utopię ...! Zaczęłam panikować. Nie wiedziałam co robić...
Kiedy już powoli odpływałam poczułam silne ramiona, które mnie wydostały z wody i wyciągnęły na powierzchnię ziemii. Kaszlałam jak stara babka, ale w ogóle nie umiałam normalnie oddychać. Ledwo co widziałam. Ale obraz już powoli nabierał kolorów.
Podnoszę głowę na mojego bohatera. Ale to co widzę powoduje, że ksztuszę się jeszcze bardziej.
Obok mnie siedzi uśmiechnięty Mason...
Co?
Nie nie nie...
To sen.. To po prostu sen!
- Rose, jak się czujesz...Oddychaj spokojnie.-mówiąc to położył swoją dłoń na moim ramieniu. Ale przecież to nie możliwe jeszcze tak niedawno widziałam jego ducha, który był smutny, a tu proszę. Mason mój przyjaciel był tu razem ze mną i uratował mnie i co gorsze czułam jego dotyk.
-Mason Ty żyjesz!?- spytałam z niedowierzeniem. Już zdecydowanie łatwiej mi się oddychało.
-Tak, ale potem muszę Ci coś powiedzieć.- powiedział tajemniczo. Uśmiechając się zauważyłam dwa kły. Co? Przecież dhampiry nie mają kłów!
-Mason Ty jesteś wamp...- nie dokończyłam, bo zakrył mi ręką usta.
-Cii Rosie.. Pogadamy o tym później..
Nie mogłam uwierzyć, że mój Mason był wampirem. Ale nie przypominał strzygi, bo nie miał przekrwionych oczów, może był morojem? Ale on żył, a przecież bardzo dobrze pamiętałam jak przybył mi na ratunek i sam na tym ucierpiał... Przecież jemu złamano kark. Jakim cudem on jeszcze żyje? To dobrze, nawet bardzo dobrze, że żyje, ale boje się, że z tym wiążą się kłopoty.
Spojrzałam na Masona. Nic się nie zmienił. Te same rude włosy i piękne oczy. Piegi na nosie... Jedyne co świadczyło o jego przemianie to kły i blada skóra. Wstałam lekko i przytuliłam go. Nagle zza rogu wyszedł Dymitr. Szlak...
Rok odkąd ponownie dał nam szansę.
Nazywam się Rosemarie Hathaway. Kocham Dymitra całą sobą.
Co za ironia losu. Moja przyjaciółka jest królową i całe najgorsze zło ściga ją non stop, ale ja zwykła Hathaway jestem jej strażniczką. Tak, dobrze myślicie..
Życie zwyczajnie ma aż za dobre poczucie chumoru w stosunku do mojego życia...
Biegłam właśnie przez las z słuchawkami w uszach. Kompletnie się zamyśliłam. Zwykle przed śniadaniem lubię sobie zrobić trening.. Nie chcę wyjść z wprawy. Nie chce być gorsza od Dymitra, który nadal swobodnie czasami rozkłada mnie na macie. Nie mogę go zawieść.
Nagle poczułam jak ktoś na mnie wpada. Akurat biegłam obok małego jeziorka. Dokładniej mówiąc byłam na mostku, który biegł pezez środek tego strasznie pięknego zbiornika wodnego. Ten ktoś, albo ja.. Sama nie wiem kto na kogo wpadł...
Nagle zachwiałam się na nogach. Jeszcze ten ktoś poleciał na mnie mocniej, chyba też stracił równowagę. Poczułam wiatr we włosach.
No nie!
Wyleciałam przez baryjerkę... Machałam rękami jak opentana i krzyczałam ile miałam sił w płucach. W końcu pochłonęła mnie woda. Tam było jak w innym świecie. Nie słyszałam nic. Taka kompletna pustka. Znowu zaczęłam się rozpaczliwie ratować. Udało mi sę na chwilę wypłynąć na powierzchnię. Znowu krzyknęłam...
Woda ponownie wciągnęła mnie w swoje sidła. Nalała mi się do ust. Traciłam powoli oddech. Coraz gorzej mi było oddychać. Krztusiłam się... Zaraz się utopię ...! Zaczęłam panikować. Nie wiedziałam co robić...
Kiedy już powoli odpływałam poczułam silne ramiona, które mnie wydostały z wody i wyciągnęły na powierzchnię ziemii. Kaszlałam jak stara babka, ale w ogóle nie umiałam normalnie oddychać. Ledwo co widziałam. Ale obraz już powoli nabierał kolorów.
Podnoszę głowę na mojego bohatera. Ale to co widzę powoduje, że ksztuszę się jeszcze bardziej.
Obok mnie siedzi uśmiechnięty Mason...
Co?
Nie nie nie...
To sen.. To po prostu sen!
- Rose, jak się czujesz...Oddychaj spokojnie.-mówiąc to położył swoją dłoń na moim ramieniu. Ale przecież to nie możliwe jeszcze tak niedawno widziałam jego ducha, który był smutny, a tu proszę. Mason mój przyjaciel był tu razem ze mną i uratował mnie i co gorsze czułam jego dotyk.
-Mason Ty żyjesz!?- spytałam z niedowierzeniem. Już zdecydowanie łatwiej mi się oddychało.
-Tak, ale potem muszę Ci coś powiedzieć.- powiedział tajemniczo. Uśmiechając się zauważyłam dwa kły. Co? Przecież dhampiry nie mają kłów!
-Mason Ty jesteś wamp...- nie dokończyłam, bo zakrył mi ręką usta.
-Cii Rosie.. Pogadamy o tym później..
Nie mogłam uwierzyć, że mój Mason był wampirem. Ale nie przypominał strzygi, bo nie miał przekrwionych oczów, może był morojem? Ale on żył, a przecież bardzo dobrze pamiętałam jak przybył mi na ratunek i sam na tym ucierpiał... Przecież jemu złamano kark. Jakim cudem on jeszcze żyje? To dobrze, nawet bardzo dobrze, że żyje, ale boje się, że z tym wiążą się kłopoty.
Spojrzałam na Masona. Nic się nie zmienił. Te same rude włosy i piękne oczy. Piegi na nosie... Jedyne co świadczyło o jego przemianie to kły i blada skóra. Wstałam lekko i przytuliłam go. Nagle zza rogu wyszedł Dymitr. Szlak...
MMason! Kochanie, wróciłeś do mnie! I jesteś wampirem😍😍 Weź mnie przemień i zostań moim mężem. Rose, spokojnie. Dimka na pewno zrozumie, że to taki przyjacielski uścisk. Bardziej sam może być w szoku, że on żyje. Aż nie mogę się doczekać ich tłumaczeń. Czekam na następny i życzę weny💖💖💖💖
OdpowiedzUsuńCO TU SIĘ DZIEJE?! JAK TO MASON? DLACZEGO DYMITR ICH WIDZIAŁ? JAK? SUPER ROZDZIAŁ. CZEKAM NA NASTĘPNY I ŻYCZĘ WENY KTÓRY MA BYĆ JAK NAJSZYBCIEJ
OdpowiedzUsuń