Rozdział 5
- Co Ty Mason opowiadasz?- zdziwiłam się mocno. Ale w jego oczach dostrzegłam panikę. Popatrzyliśmy z Dymitrem na siebie.
-Od dzisiaj mieszkasz z nami.- powiedział stanowczo Dymitr, a ja uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością. -Potem pójdę do czarownika, by spróbował sprawdzić dlaczego Cię ściga całe zło. Oczywiście pójdziemy wszyscy, ale ja umówię nas na wizytę.
Wziął gazetę, która miała wszystkie oferty i razem z moją pomocą udało nam się namówić Masona na to by z nami zamieszkał.
Kiedy wróciliśmy do domu zamówiłam pizzę z podwójnym serem i z pieczarkami. Nie chciało mi się gotować. W tym samym czasie Dymitr przeglądał całą gazetę, siedział w swoim czerwonym fotelu obok kominka i czasami odbywał śmieszne rozmowy. W końcu, kiedy dotarł do ostatniej kartki znalazł to co szukał. Treść mówiła prosto i jasno:
Jeśli potrzebujesz pomocy, czy wróżenia z kart-zadzwoń do mnie.
Jeśli ściga Cię całe piekło to nie wahaj się. Umów się na spotkanie z Wielkim Czarownikiem Brooklyn'u-czyli z Wielkim Magnus'em Bane'm.
To było ostatnie tego typu ogłoszenie. Rozmowa przebiegła szybko i o dziwo krótko.
- Hej, tu Magnus o co chodzi?
- Potrzebujemy pomocy.
- Spoko mam wolne za kwadrans wpadajcie.
- Jasne.. Będziemy.
I koniec połączenia. Jeśli tak się z nim załatwia sprawę to będę dzwonił częściej.
-Roza,Mason jesteśmy umówieni. Musimy już jechać-powiedział zrywając się z fotela.
Popatrzyłam na niego. Przecież nawet jeszcze pizza nie dojechała. A przecież po co ja tam miałam jechać. Wiedziałam, że Dymitr sobie poradzi.
-Rozumiem Roza. Nic nie mów.. Tylko zostaw nam trochę pizzy.-zaśmiał się Dymitr. Boże jak ja kochałam jego poczucie humoru. Na dodatek rozumieliśmy się nawet bez słów i to było piękne. Wziął kluczyki od nowiutkiej mojej zdobyczy, czyli od Opla Insygnii. Dostałam to autko od Lissy. Nie rozumiałam po co mi to auto, jednak kiedy pierwszy raz się nim przejechałam zrozumiałam. To auto było genialne. Dymitr podszedł do mnie i pocałował mnie w usta i wyszedł przez drzwi. Mason nawet się nie poruszył.
-Idziesz czy nie?- spytał Dymitr. Moson spojrzał na mnie, a ja mu kiwnęłam głową w stronę Bielikowa.
-No idź.- powiedziałam, a ten w sekundę był już w aucie zapięty pasami. Razem z Dymitrem wybuchnęliśmy śmiechem...
-Od dzisiaj mieszkasz z nami.- powiedział stanowczo Dymitr, a ja uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością. -Potem pójdę do czarownika, by spróbował sprawdzić dlaczego Cię ściga całe zło. Oczywiście pójdziemy wszyscy, ale ja umówię nas na wizytę.
Wziął gazetę, która miała wszystkie oferty i razem z moją pomocą udało nam się namówić Masona na to by z nami zamieszkał.
Kiedy wróciliśmy do domu zamówiłam pizzę z podwójnym serem i z pieczarkami. Nie chciało mi się gotować. W tym samym czasie Dymitr przeglądał całą gazetę, siedział w swoim czerwonym fotelu obok kominka i czasami odbywał śmieszne rozmowy. W końcu, kiedy dotarł do ostatniej kartki znalazł to co szukał. Treść mówiła prosto i jasno:
Jeśli potrzebujesz pomocy, czy wróżenia z kart-zadzwoń do mnie.
Jeśli ściga Cię całe piekło to nie wahaj się. Umów się na spotkanie z Wielkim Czarownikiem Brooklyn'u-czyli z Wielkim Magnus'em Bane'm.
To było ostatnie tego typu ogłoszenie. Rozmowa przebiegła szybko i o dziwo krótko.
- Hej, tu Magnus o co chodzi?
- Potrzebujemy pomocy.
- Spoko mam wolne za kwadrans wpadajcie.
- Jasne.. Będziemy.
I koniec połączenia. Jeśli tak się z nim załatwia sprawę to będę dzwonił częściej.
-Roza,Mason jesteśmy umówieni. Musimy już jechać-powiedział zrywając się z fotela.
Popatrzyłam na niego. Przecież nawet jeszcze pizza nie dojechała. A przecież po co ja tam miałam jechać. Wiedziałam, że Dymitr sobie poradzi.
-Rozumiem Roza. Nic nie mów.. Tylko zostaw nam trochę pizzy.-zaśmiał się Dymitr. Boże jak ja kochałam jego poczucie humoru. Na dodatek rozumieliśmy się nawet bez słów i to było piękne. Wziął kluczyki od nowiutkiej mojej zdobyczy, czyli od Opla Insygnii. Dostałam to autko od Lissy. Nie rozumiałam po co mi to auto, jednak kiedy pierwszy raz się nim przejechałam zrozumiałam. To auto było genialne. Dymitr podszedł do mnie i pocałował mnie w usta i wyszedł przez drzwi. Mason nawet się nie poruszył.
-Idziesz czy nie?- spytał Dymitr. Moson spojrzał na mnie, a ja mu kiwnęłam głową w stronę Bielikowa.
-No idź.- powiedziałam, a ten w sekundę był już w aucie zapięty pasami. Razem z Dymitrem wybuchnęliśmy śmiechem...
Nie no! Musiałaś! Nie mogłaś się powstrzymać, nie? 😂😂😂 Cześć Magnus. A teraz pędzcię tam i ratujcie mojego męża. Czekam na następny i życzę weny💖💖💖💖
OdpowiedzUsuńO Magnus miło Cię widzieć 😂😂😂. Jestem ciekawa co im powie. Super rozdział. Czekam na następny i życzę weny.
OdpowiedzUsuńNo spoko, spoko Magnus. Ogólnie to elo. W czapce i dresie.
OdpowiedzUsuń